Strona:Elżbieta Jaraczewska - Powieści narodowe 01.djvu/61

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


w Delfinie uprzejmość, odradzającą się w niej przy każdej nowej znajomości, a tem bardziej ciągłym widzu mogącym o niej sądzić.
Dawał lekcye Pan Hoffel obudwom dziewczynkom; co zaś do innych przedmiotów, nie dozwoliła Delfina, ażeby Zosia uczęstniczyła udzielanym przez ciotkę Emilce naukom; spostrzegłszy wyższość, którą w nich młodsza siostra nad nią miała. Niemając jednak sama zdolności zastąpienia dochodzących do niej w stolicy metrów (których jej córka pod dozorem wtenczas panny Rozalji, figlami łub biletami zwykle tylko zbywała); zajmowała tymczasem Zosię co poranek, ażeby jej się lepiej zbyć, uczeniem na pamięć długich francuzkich wierszy. Na wpół je tylko Zosia rozumiała, a powtarzanie ich potem przed matką, z właściwą im deklamacyą, lubo to bardziej naśladowniczo, niż z czucia czynić mogła, więcej jej przykrości i bur przynosiło, niż wszystkie nauki siostrze jej użyczane. Najmilszą też dla niej była lekcya rysunku brana z Emilką od Pana Hoffel, pod dozorem łagodnej Pani Mielińskiej, która nie mącąc młodego umysłu zbyt fukliwem napominaniem, ale kierując cierpliwie jego uwagę