Strona:Elżbieta Jaraczewska - Powieści narodowe 01.djvu/55

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


a ta z większem jeszcze zadziwieniem trącącem zazdrością, na dobry apetyt Emilki. Delfina starała się być uprzejmą z Panią Mielińską: lecz mimowolnie odpowiadała zdaniami powszechnie w świecie przyjętemi i maxymami towarzyskiemi, na wynurzane przez nią myśli i uczucia, i poprawiała z pozorną wyższością każdy jej wyraz nie techniczny, w przedmiotach stroju i mody. Ludzie z ciekawością i obawą spoglądali kolejno na przybyłą panią, i układną panienkę, z przywiązaniem swojej usługując.
Wstano nareszcie od stołu. Dzieci poszły spać, i poufalsza wszczęła się rozmowa; gdy Delfina miejskie wiadomości mężowi opowiadać zaczęła, na wzajem się o dawne pytając sąsiedztwa. Z roztargnieniem podczas jego odpowiedzi, poprawiała sobie włosy, w zawieszonem na przeciwko zwierciedle, oświeconem stojącą przed niem lampą. Zapytała go nareszcie, z niejaką żywością, o młodą mężatkę z tych stron, którą nie dawno w Warszawie poznała: «Radabym ją widzieć, — dodała — gdyż mi się zdawała bardzo dobrze wychowaną,» (było to zwykłe Delfiny i jej ciotki wysłowienie, dla