Strona:Elżbieta Jaraczewska - Powieści narodowe 01.djvu/38

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wydawać przyjemnie pieniądze, nic zaś pracować na nie starannie; myśleć o zabawach, a nie o interessach, było zwykłym jego zabiegów przedmiotem.
Z mocnym żalem zdawała się także Delfina porzucać ciotkę i ulubione miejsca, gdzie pierwszą przepędziła młodość. Smucił się temi uczuciami Edward, ale cieszył się oraz, że ich szczęście domowe, oderwane od wielkiego świata, które je zaciemniało, całym swym blaskiem na osobności zajaśnieje. Szanując jednak żal swej żony, w milczeniu tylko ściskał jej rękę, widząc cicho płynące jej łzy rzęsiste, przy opuszczeniu ostatnich ulic Warszawy.
Z obawy zbyt żywych koni, wysiadła Delfina z powozu na promie przewożącym ich przez Wisłę. Widział ją tam Edward z rozczuleniem wpatrującą się pilnie w oddalające się coraz bardziej od nich i ginące, jakby za ciemnym obłokiem, wzniosłe stolicy gmachy. — «To szczególnie — rzekła dziecinnie Delfina — my się od tego oddalamy, a zdaje się, iż to się od nas oddala.» — Uśmiechnął się Edward, zastanawiając się nad tym niewinnym niedoświadczenia wyrazem, tyle w późniejszem życiu ma-