Strona:Elżbieta Jaraczewska - Powieści narodowe 01.djvu/26

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


utworów, i jak bogatego plonu spodziewać się można było, z tak nadzwyczajnej obfitości.
Lecz jak okropnie pomyśleć, że światło najjaśniej przyświecające, zgasnąć może raptownie, i że nawet im świetniejszym odznacza się blaskiem, tem się prędzej trawi i niknie! W chwili właśnie, gdy niepojęte rozkosze, wypływające dla Pani Jaraczewskiej z jej umysłowych zatrudnień, dopełniły miarę jej doczesnego szczęścia, przez rozprzestrzenienie widnokręgu jej ziemskiego życia, nasycenie tej wyobraźni, tak łaknącej mocnego zajęcia, i ustalenie równowagi, w tej tak płomienistej duszy, wypadki zaszłe niespodziewanie, w końcu 1830 r. zmusiły ją rozstać się z mężem, którego kochała nad życie, a już nie miała więcej oglądać. Rozłączenie to, było tak rozdzierające, że je opisać niepodobna. Powiedzieć można iż odtąd niejako umierać poczęła, i resztę dni swoich, smętnie już tylko przebolała.
Przyjechawszy wtedy do Krakowa, gdzie już przed zamężciem swojem przemieszkiwała kilkakrotnie, uspokoiła się nieco na pozór,