Strona:Elżbieta Jaraczewska - Powieści narodowe 01.djvu/231

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


jąc na wieczne czasy w dawnym swym domu w Topolówce, pod dozorem Pani Mielińskiej, na ten przedmiot przerobionym, szkółkę dla sześciu biednych panienek, którymby oraz, przy wyjściu ztamtąd, przyzwoity był dany posag w dzień Świętej Zofji. Obwarował jedynie, stosowne do ich stanu wychowanie, tak rzadkie w naszym kraju, gdzie się prawie każdy mieni równym wyższemu o stopień od siebie.
Uprzyjemnił także ile możności nowy domek, dla żony zbudowany: tak, jak się staramy uwdzięczyć miłemu ptaszkowi, którego wabiemy, klatkę na mieszkanie mu przeznaczoną. Chętnie albowiem tym sposobem pozostaje w niej, i już nawet mogąc odzyskać, nie zapragnie swojej wolności; gdyż przymuszona tylko i nudna osobność, staje się więzieniem.
To nowe, przyjemne pomieszkanie, zupełnie w innej stronie jak dawne, mocno ulżyło lękającej się bolesnych spomnień Delfinie, i z rozczuleniem ścisnęła rękę męża, wjeżdżając na ładny dziedziniec, murawą i klombami ozdobiony. Czekała ją na progu uprzejma Pani Mielińska, uradowany zięć, i uszczęśliwiona Emilia, piastująca na swem ręku, śliczną Jadwisię, którą