Strona:Elżbieta Jaraczewska - Powieści narodowe 01.djvu/226

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ciach przyczynę słabości odkrywającego, oddalić żonę od miejsc, gdzie tak bolesny cios ugodził jej duszę, i nie powrócić do nich, póki niejako nowej dla niej nie przygotuje przyszłości. Życzył przytem Pan Sławiński, mimo szczerego żalu oddalenia się od Emilji, zostawić ją jakiś czas sam na sam z mężem; tak, jak troskliwy ogrodnik odosabnia i opiekuńczem szkłem zasłania, od wszelkich przygód, zaczynającą kwitnąć roślinę; czemuż albowiem ważniejszy zawiązek, czemu powinni rozsądni rodzice dać puścić głębsze i rozleglejsze korzenie, jeźli nie domowemu szczęściu swych dzieci? Nie jestże to szczęście, kiedy owe drzewo, pielęgnującemu go starannie, w młodości kwiatów, później owoców i cienia, a na starość podpory jeszcze użycza?
Wyjechał zatem niedługo Pan Sławiński do południowej Francyi z żoną, i szczerze od niej pokochaną siostrą; Pani Mielińska bowiem potrzebująca i żywo kochać i mocno się zająć, czule Panią Sławińskę pielegnując, z łatwością jej przywiązanie pozyskała. Zaczęła ona wraz z bratem, dziecinne dotąd prawie władze umysłu Delfiny, skrępowane lub nieużyte w wielkim świecie, rozwijać i kształcić. Snadno jest na-