Strona:Elżbieta Jaraczewska - Powieści narodowe 01.djvu/211

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wa do Topolówki. Czekano tam w ówczas spokojnie, drugiego od Zofji obszerniejszego listu; nie nadszedł, a oczekiwanie zamieniło się w niespokojność.
Następowało święto; oświadczyła Delfina, iż mimo swego zwyczaju, nie chce się tego dnia kąpać, i pojedzie do Brzoznowa na mszę, a potem na obiad do dzieci. Ucieszyło to szczerze wszystkich i zaraz po summie, do młodego małżeństwa na obiad się udano. Przybyli tam wkrótce, sędziwy Pleban i poczciwy Doktor ze swoim sąsiadem poważnym Sędzią Pokoju, zwykli niedzielni dawniej Wojewodziny goście i kilka jeszcze innych osób, z sąsiedztwa na summę do parafji przybyłych. Przyszedł na palcach z radością, z serwetą w ręku stary Tomasz oznajmić, że waza na stole, a stojące obok niej ze dwóch stron duże piramidy ciasta dowiodły, że Panna Kunegunda z chlubą swe dawne w domu objęła zarządy.
Wkrótce po obiedzie przyjechała z ceremonialną wizytą Pani Podczaszyna z nowo zaślubioną córką, dla której wyprawy, ukończonej później w Warszawie, była z Panią Mielińską i Emilią w Łęcznie. Zajechała, starą niedawno