Strona:Elżbieta Jaraczewska - Powieści narodowe 01.djvu/210

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Adolf niebezpieczeństwem Zofji przerażony, zupełnie głowę stracił, i ledwo zdołał, dopełniając ostatniego przystojności obowiązku, wyprowadzeniu zwłok babki być przytomnym. Wyszła także przypatrzyć się, pozostała sama przy chorej Panna Rozalia, nie domknąwszy drzwi, w nadziei prędkiego powrotu. Nieszczęśliwa zaś Zofia zawsze obłąkana, siedząc na łóżku z długiemi rozpuszczonemi włosami i założonemi rękami, słuchała chciwie śpiewania księży, i przypatrywała się ciekawie, migającemu się przed jej drzwiami pogrzebowemu światłu, nucąc z okropnym uśmiechem, niedawno słyszane śpiewy Pani Jeziora, mniemając, iż jest jeszcze obecną, pięknemu w Łazienkach widowisku.
Przeszły pochodnie, ucichły pobożne pienia, głębokie nastąpiło milczenie. Wróciła Panna Rozalia, a w kilka godzin Zofia, która owej świetnej fety w Łazienkach najpiękniejszą była ozdobą, już żyć przestała, i leżała na środku pokoju całunem przykryta, wśród otaczających ją tylko, modlących się kościelnych babek i obojętnego zgwaru, wynoszeniem wszystkich rzeczy, zatrudnionych ludzi.
Posłano natychmiast sztafetę po Władysła-