Strona:Elżbieta Jaraczewska - Powieści narodowe 01.djvu/208

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


przedzający jeszcze nie był skończył, i co tak chciwie się ubiegały za stratą czasu, gdy przeciwnie im korzystać z niego nieustannie zalecano.
Świeżość tego widoku, przykre odwrotnie uczyniła wrażenie, żałującym namiętnie zabawy, hołdownikom przepychu i próżności, a zwłaszcza chorej Zofji, której pomnażające się coraz cierpienia, każdą chwilę podróży przedłużały. Ciepłe wino, którego się napiła przyjechawszy do domu i gorączkowy sen, który po nim nastąpił, już jej nie zdołały zdrowia przywrócić.
Z sinemi ustami i spalonym na twarzy rumieńcem, nazajutrz zaledwie się podniosła z łóżka Zofia, dla napisania kilka czułych słów do matki, obiecując jej wszystko obszernie opisać, następującą pocztą, i chwiejącym się już krokiem zaszła do babki, której Adolf opisywał, poprzedzającego dnia zabawy. Spostrzegli oboje z przerażeniem widoczną w niej zmianę; przymusili ją więc powrócić do siebie i położyć się. Posłali po kilku najbieglejszych lekarzy, lecz wkrótce Zofia w najmocniejszą wpadłszy gorączkę, zupełnie przytomność straciła, nie-