Strona:Elżbieta Jaraczewska - Powieści narodowe 01.djvu/176

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


raniej od niej wstawać, i Pannę Rozalią, której kazała Zofię ubrać, a potem z sobą pozostać w domu, co się Pannie Rozalji bardzo nie podobało, ponieważ mocno pragnęła nowomodny kapelusz pokazać zgromadzonym na summę parafiankom, a zwłaszcza siadającym do stołu Pannom służącym i sąsiedzkim officyalistom; bo każdy w właściwej sobie sferze, najbardziej życzy wzniecić zazdrość lub oklaski.
Już trzeci raz pukano do drzwi, długo się ubierającej zniecierpliwionej Zofji, do ojca ją wołając; gdy nareszcie zeszła w starannie niedbałym pięknym rannym stroju, trzymając w ręku elegancką książkę do nabożeństwa, gotycką klamrą spiętą, zawierającą tylko poetyczne dumania La Martina.
Pośpieszono do kościoła, już było zaczęte nabożeństwo. Ze wzruszeniem przy zapełnionych wszystkich miejscach, widziała się Emilia umieszczoną z siostrą, w ławce Wojewodzinej, od jej śmierci jeszcze nie otwieranej, i ukląkłszy modliła się gorąco, w darowanej jej przez nią książce do nabożeństwa; gdy tymczasem siedząc, i lekko karty od swojej przerzucając,