Strona:Elżbieta Jaraczewska - Powieści narodowe 01.djvu/165

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


jej z łaski swojej pożyczał, Pan Porucznik nie daleko konsystujący; na dowód czego pokazała Władysławowi, obdarty nieprzystojny romans na stole leżący.
Przyjechał wkrótce i ten, łaskawie się Panną Hortensyą trudniący Pan Porucznik, uszczęśliwiony, iż mógł nudne chwile smutnego garnizonu rozrywać, temczasowem się do niej umizganiem. Odwiedzał więc chętnie Państwa Szambelaństwa; zwracał słodko oczy do Panny Hortensyi, zmęczenie po objechaniu plutonu w melancholią, a zatrzymane ziewanie w przytłumione westchnienia przed nią przeistaczając. Palił zwykle lulkę, pił stare wino z jej ojcem, i wyśmiewał się w duchu z nierozsądnej matki, dziękującej mu za mówienie z córką językiem, którego sama nie rozumiała. Zajechał ostro przed dom, w nowym mundurze, przy świecących nowych axelbantach; wszedł do pokoju, zatarł czubka i zaczął szeptać z Panną Hortensyą.
Zadowolnieni po lulkach Panowie prawnicy, przystąpili przecię ad rem; i z wielką biedą, przy gęsto znowu po podpisanej ugodzie nalewanych kielichach, mógł się wymknąć Władysław i wrócić do siebie.