Strona:Elżbieta Jaraczewska - Powieści narodowe 01.djvu/163

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


łość w wyexekwowaniu biednego szlachcica, tego roku pogorzałego. Chciał albowiem Pan Szambelan gwałtem odebrać od niego na Święty Jan, małą na wexel pożyczoną sumkę, którą po dwadzieścia od sta spodziewał się umieścić gdzieindziej, śmiejąc się głośno ze swojej w tej mierze industryi.
Przyniesiono nareszcie, in gratiam Władysława i modniejszy szampan, nieco jednak ostry; gdyż Pani Szambelanowa, dla tanności, fałszowany zawsze kupowała. Rozdano duże kielichy, a naglony Władysław, inne opuszczając toasty, nie mógł odmówić wypić za zdrowie dam, za pomyślność kraju i zgodę w obywatelstwie.
Wstano przecię od stołu, i zamknięto drzwi od jadalnego pokoju, w którym zgwarnie z powtarzanym brzękiem stłuczenia, mocno przerażającym Panią Szambelanową, ze stołu sprzątać zaczęto. Zakadzono królewskiem kadzidłem, przyniesiono lulki. Kazała matka Hortensyi podać jedną Panu Starościcowi; pragnęła albowiem mocno, aby mu się podobała jej jedynaczka, zwłaszcza po pięknem złocie, którem go widziała płacącego w Łęcznie.