Strona:Elżbieta Jaraczewska - Powieści narodowe 01.djvu/160

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


dysławowi, rozmawiając z nim cały czas o gospodarstwie, i z ukontentowaniem widział go dzielącego filantropiczne swoje zasady. — Nie śmiał jednak, przez słuszną delikatność, ani słowa o Zofji, a tem hardziej o Emilji spomnieć. Rozjechali się potem na rozstajnej drodze, wzajemnie z poznania siebie ucieszeni. — Pan Sławiński tylko żałował: że jego szanowna zmarła przyjaciółka, która Władysława tylko dzieckiem znała, nie doczekała się pociechy oglądania go, jakim był teraz. Władysław zaś przypomniał sobie, na śmierć zapomnianą obietnicę, Szambełanowi uczynioną, przyjęcia u niego przyjacielskiego obiadku; przebrawszy się więc szybko w Brzoznowie, niebawnie się udał do Państwa Szambelaństwa.
Zastał Władysław wszystkich czekających na niego, i z zadziwieniem poznał w Pani Szambelanowej i jej córce, widziane nie dawno w Łęcznie Pannę Hortensyę z matką. Dawne brudy, świeży przepych, parafiańskie stroje, niezgrabni ludzie, nasypane próbki pszenicy w najpiękniejsze kryształy, podarty i brudny romans francuzki na mahoniowym stoliku, ustawiczny brzęk kluczyków, i szmer na wszystkie