Strona:Elżbieta Jaraczewska - Powieści narodowe 01.djvu/159

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


i nieszczęścia, najbardziej wtenczas pisma publiczne zapełniały. Wyszła cicho Emilia, i przyniósłszy sobie kołowrotek, zaczęła przędąc obok ojca i ciotki, pilnie się przysłuchiwać ich rozmowie, i chociaż się do niej nie przypytywała, łatwo było poznać, po zmianach jej wymownej twarzy, zastanowieniu nici i wrzeciona, przyśpieszeniu lub zwolnieniu kołowrotka, małą jej nóżką poruszanego, ile tem co słyszała, przejętą była.
Spostrzegł wtenczas Władysław, na ładnej ręce Emilji, do wierzchnej części kołowrotka wzniesionej, błyszczącą obrączkę Wojewodziny, i szczerze życzył tą razą, ażeby się mogła stać pierwszem ogniwem wiecznie ich zjednoczyć mającego łańcucha. — Odprowadzony w ten moment, zbiegły koń Władysława, który oderwawszy się uciekł do domu, zdradził nareszcie bytność jego. — Wyszedł zawstydzony pomimowolnem swem podejściem Władysław; uprzejme jednak Pana Sławińskiego i jego siostry przyjęcie, łatwo go zaspokoiło. Emilia tylko znikła, i wróciwszy wkrótce w swem pierwszem ubraniu, nie długo rz ciotką wyjechała.
Pan Sławiński obszernie pokazał Milin Wła-