Strona:Elżbieta Jaraczewska - Powieści narodowe 01.djvu/138

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


czemże ja to mówiłam!» — rzekła zapominając się, zmordowana tak długim potokiem słów Panna Kunegunda. — «O Pannie Emilji» — odpowiedział cierpliwie słuchający Władysław, na tę stronę kierując rozmowę. — «Wielka to była faworytka Pani Wojewodziny — dodała z chciwością, sklejając zerwaną nić rozmowy, gadatliwa Panna Kunegunda: — Ale ktoby też jej nie kochał! Z jakąż dobrocią, poczciwe dziewcze czytywało mi w Niedzielę i Święta, świętalne nauki księdza Skargi, gdym dla licznych zatrudnień, rannej tylko mszy słuchała, i na kazaniu być nie mogła. Jakie złote u niej serce! Jakże to nie raz, po napomnieniu odemnie, gdyż — dodała solennie — napomnienia starszych zawsze są młodszym pożyteczne, wbiegała do mnie, po krótkiej chwili, bez żadnego ressentymentu przynosząc mi muchotrzep dla kanarka, lub dźwigając burą moją kotkę, matkę tej — wskazując z uśmiechem, i wołając na słońcu zaokrąglającą grzbiet dużą sybirską kotkę — którą Panna Szarnbelanka sprzeciwiając jej się, chciała zrzucić z ganku, twierdząc: iż kot zawsze na nogach staje. Dobre też to zwierzę, ta stara kotka!