Strona:Elżbieta Jaraczewska - Powieści narodowe 01.djvu/129

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Pierwsze jednak promienie słoneczne niespokojnie śpiącego łatwo obudziły. Wniósł natychmiast stary Tomasz, na ciężkiej staroświeckiej srebrnej tacy, w dużych porcelanowych imbrykach, gorącą kawę, ze srebrną cukierniczką na klucz zamykaną, i dużym talerzem sucharków, jakie lubiła nieboszka Wojewodzina, przez sarnę Pannę Kunegundę, na przyjazd Pana, upieczonych. Miała i ona zaraz (jak wnosił stary Tomasz) przyjść i złożyć mu swoję submissyą, gdyż już widział otwarte u niej okiennice; ale Władysław niecierpliwy, chcąc wszystko tego dnia u siebie zwiedzić, i bojąc się być wstrzymany długiemi opowiadaniami Panny Kunegundy, oświadczył, iż ją sam chce odwiedzić. Pośpieszył jednak po przyjacielsku z uwiadomieniem stary Tomasz, i Władysław, otwierając drzwi do pokoju, spotkał ją wychodzącą na przeciwko niego, ubraną na prędce w dużym kornecie z czarną kokardą, i garnirowanym staroświeckim dezabilku.
«Gdyby to była moja Pani doczekała!...» — odezwała się z rozczuleniem, i to pomimowolne spomnienie, którego Władysław dzielił uczucie, zastąpiło przygotowane zobopólne na przywita-