Strona:Elżbieta Jaraczewska - Powieści narodowe 01.djvu/111

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Panny Emilji, dobrze jej się udało, choćbym nie rada, żeby się moja córka tak na jarmarku popisywała: nie bardzo to albowiem kobiecie, a tem bardziej Panience przystoi. Moja Hortensya, tak była pomięszana, iż myślałam że oppressyi serca dostanie.» — «Nim się dowiedziałam, kto ona jest — przydała cierpko z przyciskiem druga — twierdziłam po zakonnym jej nieco stroju, i zapytaniach lekarskich ciemnemu dziecku czynionych, że to jest jakaś ex-szara siostra, lub córka jakiego doktora.» — «Doktora? — przerwał z przekąsem, rozmawiający z niemi przy ostrogach, ze szpicdrutą w ręku, z elegancko na szyj zapiętą chustką wyświeżony Jegomość: — w takim razie pewnoby nie umniejszała ojcu pacyentów, lecz zamiast po polsku leczyć chorobę, łacińskiemi receptami starałaby się ją utrzymywać, jako korzystną dla ojca possessyjkę.» — Głośny śmiech nastąpił po tym dowcipnym koncepcie. Trwożliwa powierzchownie Panna Hortensya, najbardziej nim zabawioną się być zdawała.
Galopujący z przestrachem w tej chwili, oklep jadący Żydek, któremu jarmarcznym figlem