Strona:Elżbieta Jaraczewska - Powieści narodowe 01.djvu/105

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Łęczny, zupełnie się zmieniła. Zabiegi przemysłu wszystkiemu inną nadawały postać. Postępowały zwolna siwe ukraińskie woły; szły luzem piękne konie derami starannie przykryte; prowadzili równie na sprzedaż i swoje bydełko, pracowici wieśniacy. Widać było przy wyprężonych powózkach, około dużych rozpalonych ognisk, dziwaczne popasujących markitanów gruppy; zdaleka zaś dzikich koni tabuny, z szybkością i zręcznością właściwą mieszkańcom wolnej ziemi, goniąc się lub pierzchając kolejno, fantastyczne, w różnych obrotach, tworzyły igrzyska.
Spotykał ustawicznie Władysław, ciężkie bryki kupieckie szwargoczącemi Żydami napełnione; skromne wózki, starożytne kolaski, w których jechali drzymiąc, lub wolno rozmawiając w poważnym narodowym stroju, ubrani starcy; i modniejsze bryczki, szybko niesione w poręcz zaprzężoną czwórką, w której siedzieli głośno rozprawiając, z czapeczką na bakier, zapuszczonemi wąsami i zapaloną lulką, zawołane jarmarczne amatory. Mijał także nieustannie idących wolno ubogich dziadków, Rzeszowskich Żydów z galanteryami, drelicharzy