Strona:Elżbieta Jaraczewska - Powieści narodowe 01.djvu/104

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


cznem Delfiny zbliżenia go do niej, i niedostatecznością jej odpowiedzi względem Emilki, nie mogąc się nawet dowiedzieć, czy jeszcze w Dreźnie bawi, lub na wieś wróciła, postanowił wyjechać do Brzoznowa, zkąd długie skargami napełnione odbierał listy. Pożegnał zatem Hrabinę, która go z ukontentowaniem widziała oddalającego się i Panią Sławińskę, która mu oświadczyła z uśmiechem: iż się spodziewa zobaczyć z nim niezwłocznie, umyśliwszy męża tego lata odwiedzić w Topolówce. Wyjechał Władysław do siebie, zakładając sobie uściskać po drodze dawnego młodości przyjaciela, mieszkającego, o dwie mile za Łęczną, gdzie właśnie się wtenczas zwykły na Boże Ciało rozpoczynał jarmark.
Ujrzał Władysław, zbliżając się do Łęczny, zielone łąki, po których jak srebrna wstęga kręty Wieprz się wije; rozrzucone gdzieniegdzie krzaki, samorodnemi uplotami powoju uwieńczone; swobodnych wieśniaków wędki lub więcierze zarzucających w rzekę, i liczne koło nich pasące się trzody; słyszany zdaleka odgłos fujarek, dodawał jeszcze wdzięku tej wiejskiej scenie. Wkrótce dojeżdżając do