Strona:Elżbieta Jaraczewska - Powieści narodowe 01.djvu/102

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


niego zrozumianą, iż pomimo częstego się z nim widywania, pozorna jego konkurencya, ani krokiem nie postępowała, i mało się różniła od zwykłego powszechnie za granicą pięknej płci oddawanego hołdu.
Nadeszła i Święta Zofia. Zaczęli rozjeżdżać się ze stolicy licznie na zimę zgromadzeni mieszkańcy. Wiosna naturę odświeżając, przyjemniejszą wtenczas wieś czyniła, resztę pozostałych członków rozproszonego towarzystwa, zaprosiła Delfina na herbatę, chcąc jak najwięcej mieć widzów, a zwłaszcza Władysława świadkiem zawieszenia u ciotki przybyłego świeżo z Drezna portretu i otworzenia ładnego appartamenciku przez matkę starannie dla Zofji tajemnic ozdobionego. Poszli najprzód wszyscy do tegoż na górę i znaleźli w nim wszystkie meble i eleganckie drobiazgi, które tylko przyjemnemi i zdolnemi go ozdobić, gust i moda osądziły. Wrócono potem do salonu Hrabiny, bardziej niż zwykle oświeconego, w którym jak poetycznego snu wdzięczne widmo, lub świetne szczęścia spomnienie, wśród sztucznie ustawionych lamp i kwiatów, ukazał się piękny portret Zofji.