Strona:Edward Boyé - Sandał skrzydlaty.djvu/61

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


W ów dzień, gdy wszystko zakwitało cudnie,
Jak kwiat, skradziony wiśniom lub jabłoniom.

Daremnie, próżno... nic... Z schyloną głową,
Z zaciśniętemi kurczowo ustami
Stoję samotnie i czuję, że życie
Dałbym z uśmiechem za to jedno mgnienie,
Gdyś królewskiemi, dobremi oczami
Wpalała miłość w me smutne istnienie,
...Że gdybyś nagle czarodziejskim darem
Została tutaj znowu mi wrócona,
Światbym zapalił uczuć swych pożarem,
Od których teraz biedne serce kona!