Strona:Edward Boyé - Sandał skrzydlaty.djvu/44

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Lecz kiedy potem biedne, wątłe dłonie
Zwisną i siły zszarpią się na ćwierci,
W anioła duszy, smutny anioł śmierci
Spływa, jak gwiazda w oceanu tonie.

Usypiam z głową o marmur opartą,
Bez snów, bez marzeń, przy popiołów urnie:
I znowu pytam bezradnie i chmurnie
Czy dalej żyć mi i tworzyć jest warto?!