Strona:Edward Boyé - Sandał skrzydlaty.djvu/14

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Dlaczego tu nic nie płonie,
Nie pada, w gruz się nie wali,
Dlaczego Chrystus daleki
Bezwładnie zwiesił ramiona?
— — Świat idzie tąsamą drogą,
Mijając duszę, co kona,
A tępi, bezduszni ludzie
Cierpienia odczuć nie mogą!

I żaden kroku nie wstrzyma.
(Odmień im serca — o Panie!)
I żaden cudzemi łzami
Swego wesela nie struje!
(Odmień im serca — o Panie!)
Niech cierń męczeństwa przekłuje
Te wszystkie głupie radości,
Aby pod stopę cierpienia,
Ludzką znalazłszy wspólnotę,
Ludźmi się stali naprawdę
I odkwitali w miłości,
Jak kwiaty wonne i złote!

...Przez okna otwarte patrzę
Daleko, daleko we mgły!
Pulsuje mi w skroniach miasto,
Na oczach stajesz mi Ty!
Życie ze śmiercią się łączy,
Krwawa i czarna nić!
O jakże chciałbym dziś umrzeć,
By razem z Tobą znów żyć.

Taki już jesteś szczęśliwy,
I taki bardzo wysoki,
Błękitny, jasny i wolny,