Strona:Edgar Allan Poe - Nowelle (tłum. Beaupré).djvu/43

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


go zapewne za szaleńca, ale dworacy jego czuli, że nim nie był. Tak. — Trzeba go było widzieć, słyszeć, trzeba się było do niego zbliżyć, aby być pewnym, że szaleńcem nie był. Pod jego to osobistym kierunkiem dokonano przyozdobienia siedmiu sal, jego smak rozstrzygał o kostyumach. A były tam pomysły dziwaczne, świetne, błyszczące, oryginalne i fantastyczne.
Wiele podobnych widziano później w dramacie »Hernani«. Poprzebierane postacie stanowiły jakby żywe arabeski, przystrojone niedorzecznie, zbudowane nienormalnie. Były tam fantazye, potworne jak szaleństwo, to znów piękne, swobodne, straszliwe, to odrażające. Słowem, rój widziadeł, snujących się po siedmiu salach, wijących się w lekkich podrygach i przybierających coraz to nowe barwy, stosownie do oświetlenia poszczególnych sal. Zdawało się, jakoby lekkie stopy zamaskowanych widziadeł wygrywały same dziwne melodye taneczne i można było mniemać, że dźwięki orkiestry są tylko echem ich kroków. I znów w czarnej aksamitnej sali uderzał zegarowy dzwon, a wówczas wszystko milkło, słuchając tego dźwięku.
Widziadła zatrzymywały się nieruchome, jakby zakrzepłe w swej bezwładności. Trwało to jednak chwilę tylko, dopóki nie umilkły dźwięki zegaru, a potem powracała znów lekka, krotochwilna wesołość. Znów płynęła muzyka, widziadła odżywały i pląsały radośniej niż poprzednio, mieniąc się wszystkiemi barwami kolorowych szyb, przez które sączyły się promienie palonych w korytarzu