Strona:Edgar Allan Poe - Nowelle (tłum. Beaupré).djvu/31

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Charmiona: Nie zaprzątaj się podobnemi myślami. Pomówimy o tem jutro. Dach twój, który się jeszcze chwieje, dozna niezawodnie ulgi, zwróciwszy się do rzeczy przeszłych. Nie patrz przed siebie, ani też dokoła siebie, spójrz raczej wstecz. Pali mnie ciekawość usłyszenia szczegółów o zadziwiającej katastrofie, dzięki której znalazłeś się wśród nas. Mówmy o niej. Pomówmy o rzeczach powszednich, w starym powszednim języku tego naszego świata, który zginął w tak straszliwy sposób.
Ejros: O! w straszliwy! zaprawdę straszliwy! i nie było to, niestety, snem.
Charmiona: Mówiłam ci, że niema już dla nas snów. Opowiedz mi lepiej mój Ejrosie czy opłakiwano mię bardzo po zgonie moim?
Ejros: Opłakiwaliśmy cię Charmiono do ostatnich chwil istnienia naszego. Od czasu śmierci twojej gęsta mgła smutku i głębokiej melancholii ciężyła nieprzestannie nad twą rodziną.
Charmiona: Powiedz mi coś o tych ostatnich chwilach. Pamiętaj, że prócz samego faktu, niewiem nic zgoła o katastrofie, która was pochłonęła. Gdy opuszczając szeregi żyjących, wchodziłam przez wrota grobu do krainy śmierci, nikt wówczas jeszcze nie przeczuwał możliwości podobnego wypadku. Prawda, że nie byłam wcale oznajomioną z filozofią spekulatywną owych czasów.
Ejros: Katastrofa ta była, jak słusznie zauważyłaś, zupełnie niespodziewaną. Wprawdzie możliwość podobnego zdarzenia by-