Strona:E. W. Hornung - Pod lufą pistoletu.pdf/7

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Dzwony kościelne, ochrypłe i przenikliwe, jak zaziębione od mrozu, wzywały na nieszpory.
Cała okolica była zalana łogodnem i spokojnem światłem księżyca — wraz z tonącą w śniegu wioską i kopułą kościoła, całą pokrytą śniegiem, i stojącą na uboczu czyściutką willą z jasno oświetlonemi oknam i... A w górze, ponad tem wszystkiem widniało bezdenne i nieobjęte wzrokiem szafirowe niebo.
I panowała cisza i spokój hen w oddali, ponad ziemią, zalaną księżycowym blaskiem.
Ale niestety! — na ziemi nie masz pokoju!.. Drzwi czyściutkiej willi otwarły się i zamknęły się znowu za wychodzącą na ulicę nieśmiałą i zafukaną kobietę, któ-