Strona:E. W. Hornung - Pod lufą pistoletu.pdf/19

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Miał na sobie długie palto, z pod którego widać było jakieś nędzne szmaty. Głowa ogolona i bujająca się tam i napowrót, obute w pończochy o jaskrawych pasach nogi, stanowiły jedyne oznaki jego zbiegostwa, i stary Fitch mimowoli spoglądał to na tę głowę, to na te jaskrawe pończochy, dziwiąc się, że też one nie wybawiły go od tych okropnych odwiedzin.
Kattermol odgadł jego myśli, i oczy błysnęły mu uśmiechem.
— Więc przypuszczasz, że przez cały czas szedłem w tych pończochach, nieprawdaż? — zawołał, klepiąc się po kolanie. — O nie, szedłem boso, dopóki nogi nie zaczynały mi marznąć ostatecznie, wtedy siadałem gdziekolwiek pod płotem, wciągałem pończochy i tarłem nogi dopóty, dopóki się nie ogrzały. Jak myślisz, gdzie mogłem dostać te nędzne, zgniłe szmaty? Zdjąłem je ze stojącego w pola stracha na wróble! Wcale nie miałem ochoty wdzierać się do byle spotkanego po drodze domu i zostawiać w ten sposób ślady za sobą po całej drodze. Ale