Strona:E. T. A. Hoffmann - Powieści fantastyczne 02.djvu/82

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


tajemniczemi potęgami natury, a niekiedy, wybacz, wyrażał przypuszczenie, że możesz być Ahaswerem czyli Żydem Wiecznym Tułaczem.
— Czemuż nie Szczurołapem z Hammeln, albo starym Wszędobylskim i Nigdziebylskim, albo jakimś Koboldem, Krasnoludkiem? — odrzekł złotnik. — Ale to prawda, i nie mogę zaprzeczyć, że mam w sobie pewne osobliwości, które w ludziach budzą zawsze złośliwe podejrzenia. Prawda i to, że oddałem twemu ojcu liczne i ważne usługi dzięki swym naukom tajemnym i zwłaszcza rozradowałem go horoskopem, jaki ci postawiłem przy urodzeniu.
— A więc — odparł z rumieńcem na twarzy Edmund — twój horoskop nie był świetny. Mój ojciec często mi powtarzał, że podług waszej sentencyi, miałem zostać czemś wielkiem: albo wielkim artystą albo wielkim waryatem. Ale tej to przepowiedni zawdzięczam, że ojciec dał mi zupełną swobodę w poświęceniu się karyerze artystycznej; czy sądzisz, że się horoskop urzeczywistni?
— Och, niewątpliwie — odrzekł Leonard spokojnie — niewątpliwie! Bo w tej chwili