Strona:E. T. A. Hoffmann - Powieści fantastyczne 02.djvu/280

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


bliższem oświetleniu widać, że ich energia i oryginalność polegała przedewszystkiem na bezwstydnem zuchwalstwie, przy pomocy którego najohydniejsze brudy podawano jako pikantną potrawę. — Nadto rynek był miejscem pomieszania, kłótni, kijobicia, oszustwa, kradzieży, i żadna uczciwa kobieta nie mogła się ważyć, by samej czynić zakupy, nie narażając się przytem na niesłychane obelgi. Bo nie tylko lud przekupniów w pole wyciągał przeciw sobie samemu i przeciw całemu światu, ale przychodzili tu również ludzie umyślnie w tym celu, aby wywoływać niepokój i przytem w mętnej wodzie łowić ryby podobnie jak np. zwerbowany ze wszystkich końców świata motłoch, który niegdyś tkwił w rejmentach. Spójrz, miły kuzynie, jak to obecnie rynek przedstawia pociągający obraz przyzwoitości, pokoju i obyczajności. Wiem, że entuzyastyczni rygoryści, hyperpatryotyczni asceci żarliwie perorują przeciw temu podwyższeniu zewnętrznego wyglądu masy ludowej, uważają bowiem, że wraz z tem ogładzeniem obyczajów, zgładzi się również i zaginie ludowość wogóle. Co do mnie, to sądzę, że lud, który traktuje, zarówno swe-