Strona:E. T. A. Hoffmann - Powieści fantastyczne 02.djvu/256

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


książki, które czyta, musiały wprzódy być napisane. Pojęcie pisarza, poety było jej zupełnie obce — i sądzę rzeczywiście, że przy bliższem badaniu, wyszłaby na jaw jej pobożna, dziecinna wiara, że za sprawą miłego Boga książki rosną jak grzyby.
Zupełnie po cichu pytałem się jeszcze raz o cenę gwoździków. Tymczasem zupełnie inna, ciemna idea o fabrykacyi książek musiała się urodzić w dziewczynie; bo gdym wypłacał pieniądze, pytała mię naiwnie i prostodusznie: czy to ja robię wszystkie książki u p. Kralowskiego.
Ja. Kuzynie miły, nazywam to ukaraną próżnością autorską; przecież, w czasie gdyś mi opowiadał swoją tragiczną historyę, ja mimo to nie odwracałem oka od swej ukochanej. Przy kwiatach dopiero utracił dumny demon kuchni całą swobodę. Markotna kuchmistrzyni postawiła ciężki kosz na ziemi — i oddała się w całości nieopisanej rozkoszy pogawędy z trzema przyjaciółkami, już to uderzając pulchne ręce o siebie, już to biorąc się za boki — stosownie do tego, czego wymagały retoryczne figury jej opowieści a mowa jej była, wbrew słowom Ewangelii, daleko więcej,