Strona:E. T. A. Hoffmann - Powieści fantastyczne 02.djvu/251

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


kurtce z wełniaka z czarnym kołnierzem i stalowemi guzikami. Nosi on małą czerwoną, srebrem haftowaną czapeczkę, z pod której wyłaniają się piękne, czarne, może nieco za obfite włosy. Wyraz bladej, męskiej pięknej twarzy niemało podnosi szczupła, czarna, modna bródka. Tekę trzyma pod pachą — niewątpliwie student, który zamierzał iść na kollegium; ale nagle w ziemię wrósł i stoi zapatrzony niezmiennie na rynek i zdaje się zapomniał o kollegium i o wszystkiem.
On. Tak jest, drogi kuzynie. Cały jego duch skierowany jest ku naszej małej komedyantce. Chwila nadeszła. Zbliża się nasz student do budy z owocami, gdzie apetycznie zgromadzono najpiękniejsze okazy; i niby to o owoce się pyta, których właśnie że niema. Jest to rzecz niemożliwa, aby dobry obiad nie kończył się deserem z owoców; nasza mała komedyantka musi więc zakończyć swe zakupy stołowe przy tym straganie owocowym. Okrągłe czerwone jabłuszko wyślizguje się filuternie z małych paluszków, żółte przechyla się potem, lekkie zgięcie małej wróżki teatralnej podnosi je z wdziękiem — rozwija się pogawędka — wza-