Strona:E. T. A. Hoffmann - Powieści fantastyczne 02.djvu/242

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Ja. Para starych bab siedzi na miękich stołkach, cały ich kram mieści się w niewielkim koszu, jedna ma pstre jaskrawe chusty, tak zwane towary dokuczliwe, obliczone na efekt głupich oczu, druga ma skład szarych i niebieskich pończoch, włóczki i t. d. Pochyliły się ku sobie, szepcą z sobą coś do ucha, jedna sączy kubeczek kawy; druga zda się całkiem porwana przedmiotem rozmowy — zapomniała o sznapsiku, który miała wypić; rzeczywiście, para uderzających fizyonomii! Co za śmiech demoniczny, co za gestykulacya suchemi, kościstemi rękami.
On. Te dwie kobiety siedzą ciągle razem i, nie bacząc na to, że rozmaitość ich handlu nie dopuszcza żadnego starcia, żadnej zawiści zarobkowej, to jednak aż do dziś spoglądały one wciąż na siebie okiem nieprzyjaznem, i, o ile mogę ufać swej wyćwiczonej fizyonomice, rzucały sobie nawzajem różne przykre wymysły. O, patrz-że, patrz, kuzynie, jak to one coraz bardziej stają się jednem sercem i jedną duszą. Handlarka chust udziela handlarce pończoch swego kubka kawy. Co to może znaczyć? Przed niewielu