Strona:E. T. A. Hoffmann - Powieści fantastyczne 01.djvu/239

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wyrazić w najsilniejszych rysach, z mocą wielką ujął w tony. Głos jego zdawał się głosem młodzieńca, który z głębokiej smętnicy wydobył się do wyżyn przenikającej mocy. Wszystkie moje fibry drżały, utraciłem władzę nad sobą. Gdy skończył, rzuciłem mu się w ramiona i głosem ściśnionym pytam:
— Co to? kto ty jesteś?
Powstał i mierzył we mnie poważnym, przenikającym wzrokiem; gdy jednak znów go chciałem pytać, nagle wraz ze światłem umknął przeze drzwi i pozostawił mię w mroku. Trwało to jakiś kwadrans; zwątpiłem, czy go jeszcze raz zobaczę i, oryentując się podług położenia klawikordu, chciałem drzwi otworzyć, gdy naraz wszedł w starodawnem ubraniu galowem, w bogatej kamizelce, ze szpadą u boku, ze światłem w ręku.
Osłupiałem. Uroczyście zbliżył się ku mnie, łagodnie ujął mię za rękę i ze szczególnym uśmiechem tak mi powiada:
— Jestem kawaler Gluck.




Uwaga tłumacza. Gluck ur. 1714 † 1787.