Strona:E. T. A. Hoffmann - Powieści fantastyczne 01.djvu/178

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


poproszę was, budujcie cztery mury póty, póki wam nie powiem: dosyć!
— Jakto? bez okien, bez drzwi, bez ścian poprzecznych? — zawołał mularz, prawie przerażony dziwactwem Crespela.
— Tak, właśnie jak wam mówię, mój zacny człowieku — spokojnie odpowiedział radca; a reszta sama się ułoży.
Obietnica szczodrej zapłaty jedynie mogła zdecydować mularza, że przysłał na tę szaloną konstrukcyę, ale nigdy też żadnego gmachu nie budowano tak wesoło. Mury urastały wśród śmiechu robotników, którzy nie opuszczali prawie ogrodu Crespela, gdyż ten dawał jeść i pić obficie.
Pewnego dnia Crespel zawołał: Stój! Natychmiast kielnie i młoty zamilkły; robotnicy zeszli z rusztowania i otoczyli Crespela, a każdy zdawał się go pytać:
— Cóż teraz będziemy robili?
— Miejsca! — zawołał Crespel.
Pobiegł na jeden koniec ogrodu, wrócił powoli ku swemu czworobokowi ścian, potrząsnął głową, ruszył na drugi koniec, jeszcze raz powrócił — i kilkakrotnie powtórzył ten bieg, aż w końcu uderzył głową o ścianę i zawołał: