Strona:E. T. A. Hoffmann - Powieści fantastyczne 01.djvu/174

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


kiedy księżyc jest w pełni, dają się słyszeć śród zwalisk żałosne jęki i westchnienia.
Biedny, stary, lekkomyślny Roderyku, jakiego żeś złego ducha tu zaklął, który plemię twoje w pierwszych odroślach śmiertelnie zatruł, kiedy się spodziewałeś, że je tu zasadzisz silnymi korzeniami na wieki!

(Przekład Józefa Prackiego).