Strona:E. T. A. Hoffmann - Powieści fantastyczne 01.djvu/161

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


z majoratu, na co wszakże wystawił rewers, ubezpieczając należność w dziale na swoim majątku w Kurlandyi.
V. od czasu gdy poznał, że Daniel jest lunatykiem, wybrał sobie na mieszkanie sypialny pokój starego Roderyka, aby tem pewniej mógł wyśledzić to, co mu później stary marszałek odkrył dobrowolnie. Ten więc pokój wraz z przyległą mu salą, wyznaczony został na miejsce, w którem justycyaryusz z baronem odbywali narady i załatwiali interesy. Zasiedli właśnie obadwaj przy wielkim stole w pobliżu komina, buchającego jasnym płomieniem. V. z piórem w ręku notował i obliczał bogactwa majoratu, a baron, wsparłszy się na stole, przyglądał się ważnym dokumentom, znajdującym się w otwartych księgach rachunkowych. Żaden z nich nie słyszał głuchego szumu morza, żałosnych krzyków mew burzę zwiastujących, które w przelocie swoim skrzydłami w okno uderzały; żaden z nich nie zważał na burzę, która zerwawszy się około północy z dzikim poświstem po zamku szalała; jakieś dziwne odgłosy budziły się w kominach i wązkich przejściach, wyjąc straszliwie. Gdy po silnym