Strona:E. T. A. Hoffmann - Powieści fantastyczne 01.djvu/157

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


tu, zgodnie z testamentem swojego ojca, uznaje za starszego syna barona Wolfganga, spłodzonego z jego prawego małżeństwa z Julią de St.-Bal, a tem samem uznaje go za legalnego dziedzica majoratu.
Wyszedłszy z sądu, Hubert wsiadł do oczekującego nań przy bramie powozu, zaprzężonego czterema końmi, i odjechał, zostawiwszy matkę i siostrę.
Zdziwienie Roderyka z tej zmiany stanu rzeczy było niemałe; nalegał na V. aby go przecież objaśnił, jakim sposobem stał się ten cud, jaka tajemnicza potęga tu się wdała. V. przyrzekł mu wszystko wyjaśnić w czasie późniejszym, gdy majorat obejmie w posiadanie. Wydanie majoratu nie mogło jednak rychło nastąpić, z tej przyczyny, iż sąd nie poprzestając na oświadczeniu Huberta, domagał się jeszcze zupełniejszej legitymacyi Roderyka.
V. ofiarował baronowi mieszkanie w zamku K., dodając, że matka i siostra Huberta przez nagły tego odjazd, znajdują się w chwilowym kłopocie, i wolałyby raczej cichy pobyt w zamku przodków, niż przebywanie w drogiem i wrzaskliwem mieście. Zapał, z jakim Roderyk