Strona:E. Korotyńska - Mała gosposia.djvu/7

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
— 7 —

Zaledwie wybiła dwunasta, weszła. Natalcia, cała otulona chustami i postawiła przed nim jedzenie.
Zdumiony i wzruszony patrzał na tę drobną, szczupłą istotkę, nie wierząc własnym oczom.
Natalka sama zaczęła mu tłumaczyć:
— Widzisz, tatusiu, masz obiad, będziesz miał i kolację. Przyszła Zosia od sąsiadki i popilnowała dzieci, a ja ugotowałam obiad. To nic trudnego, tatusiu, poszłam na rynek, kupiłam kartofli i okrasy, a chleb był wczorajszy.
Ojcu łza zakręciła się w oku. Wzruszony zabrał się do jedzenia, coraz to odrywając wzrok od garnka i przenosząc na małe dziewczątko.
Jak zwykle, tak i w tej chwili odwołano go od obiadu, a gdy zwlekał