Strona:E. Korotyńska - Mała gosposia.djvu/6

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
— 6 —

ale ani myśleć o tym, sami jeść ledwie mamy, tyle tylko, aby nie umrzeć...
I machnąwszy ręką poszedł do pracy. A praca ta była bardzo uciążliwa. Ani chwili nie miał dla siebie. Nawet zjeść mu obiadu nie dali.
Wciąż tylko wołanie:
— Szymon! zanieś pakiet na pocztę! Szymon! czas na herbatę!
I tak wciąż bezustanku. Gdy mu żona przynosiła jedzenie, odwoływano go od nędznej strawy, a gdy wracał, wszystko było zimne i niesmaczne. Biedny Szymon!
A dziś to i zimnego jedzenia nie spodziewał się, bo i któż mu ugotuje? Przecież nie ta okruszyna Natalka, toć i udźwignąćby garnka nie była w stanie.
Tymczasem, cóż za niespodzianka!