Strona:E. Korotyńska - Karusia.djvu/15

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Tejże chwili padł promień księżyca na stojące przed nią zwierzę i z radością spostrzegła swoją pomyłkę.
Przed nią stał i przyjaźnie machał ogonem duży szary pies, nie mający względem dziewczynki żadnych złych zamlarów.
Karusia pogładziła psa po grzbiecie, na co ten odpowiedział liźnięciem.
Przyjaźń była zawarta — psy lubią dzieci i życzliwie się do nich odnoszą.
Szli razem prostą drogą — po upływie jakiegoś czasu pies zeszedł na bok i prawie ciągnął dziewczynkę, aby szła za nim. Poszła więc, domyślając się, iż prowadzi ją do swych państwa.
I rzeczywiście doszli wkrótce do leśniczówki, otoczonej parkanem, przeplatanym kwitnącymi krzewami.