Strona:E. Korotyńska - Karusia.djvu/11

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ła dziewczyna. — I teraz mogę ci dać radę, a jeśli ją przyjmiesz, na pewno znajdziesz braciszka.
Karusia uniosła się z ziemi i przytuliła się do mówiącej.
— Magdusiu — szeptała ze łzami — będę cię słuchała, zrobię wszystko, co każesz, powiedz mi, co mam uczynić...
— Usiądźmy na trawie — odpowiedziała Magda — a powiem ci o mym planie. Nazywają mnie wariatką, ale mam może więcej nieraz rozumu od tych, co mnie przezywają. Otóż, moja Karusiu, trzeba, żebyś poszła w świat szukać Michasia. W domu ja zostanę, zajmę się gospodarstwem, dopilnuję chaty i waszej kozy...
— Kozy! — zawołała z rozpaczą dziewczynka — ależ i ona zginęła!
— To źle, bo z czegoż będziecie żyli?