Strona:Dzieła dramatyczne Williama Shakespeare T. 2.djvu/173

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

Że to, co w ręku jest naszem, jest nasze?
Talbot.  Nie do szydzącej mówię tej Hekaty,
Ale do ciebie, Alençon, lecz do was
Panowie Francyi, chcecież, jak żołnierze
Pod sąd oręża sprawę oddać naszą?
Alençon.  Nie myślę, signior.
Talbot.  Nie myślisz, wisielcze?
Ha, te przeklęte francuskie mulniki!
Jak banda chłopów za murami siedzą,
Zamiast, jak szlachta, szablą się rozprawiać.
Dziewica.  Czas już panowie, opuścić nam szańce,
Bo wzrok Talbota złego nam coś wróży.
Bóg z wami! Tylko potośmy tu przyszli,
By wam powiedzieć, że jesteśmy w Rouen.

(Schodzą z murów: Dziewica i t. d.).

Talbot.  I my za krótką będziemy tam chwilę,
Lub niech Talbota chwałą będzie hańba!
Przez honor domu twojego, Burgundyo,
Przez krzywd we Francy i wycierpianych pamięć,
Ślubuj lub zginąć, albo zdobyć miasto;
Bo jak jest pewna, że król Henryk żyje,
Że ojciec jego był tutaj zdobywcą,
Jak pewną, że w tych zdradą wziętych murach
Spoczywa serce wielkiego Lwie-Serce,
Lub zginę, albo miasta będę panem.
Ks. Burg.  Ślub twój, Talbocie, i moim jest ślubem.
Talbot.  Lecz spojrzyj wprzódy na konającego
Książęcia Bedford. Dostojny mój książe,
Na bezpieczniejsze poniesiem cię miejsce,
Twemu wiekowi i siłom właściwsze.
Bedford.  Lordzie Talbocie, nie rób mi tej krzywdy,
Pozwól mi zostać pod Rouen murami,
Zwycięstwo z wami dzielić lub przegraną.
Ks. Burg.  Waleczny książę, słuchaj naszej rady.
Bedford.  Stąd się oddalić? Nie, nigdy, panowie;
Czytałem kiedyś, że wielki Pendragon[1]

  1. Ojciec króla Artura.