Strona:Dzieła dramatyczne Williama Shakespeare T. 12.djvu/171

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
—   161   —


SCENA II.
(Wchodzi Puk).

Puk.  Głodna ryczy teraz lwica,
Wilki wyją do księżyca;
Dziennej pracy potem zlany
Chrapi wieśniak zmordowany.
Gasną ognie, a na wieży
Huka puszczyk, pod kotary,
Gdzie cierpiący łazarz leży,
Śle do myśli kir i mary.
Z grobów wstają w tej godzinie
Rozbudzone duchów koła,
I milczące, po dolinie,
Ciągną ścieżką do kościoła.
My, co od słońca spojrzenia
Uciekamy przy Hekacie,
Ciągle w cieniów skryte szacie,
Wierne nocy jak marzenia,
Czas nasz teraz; ani myszy
Dom ten święty nie usłyszy.
Pierwszym przybył, by w podwórzu
Zmieść tą miotłą kłęby kurzu.

(Wchodzą: Oberon i Tytania z Orszakiem).

Oberon.  Z gasnącego niech ogniska
Blask w tym domu świeży błyska;
Niechaj wróżki me radośnie,
Jak ptaszyna w pierwszej wiośnie,
Nucą ze mną pieśń wesołą,
I zatoczą tańców koło.
Tytania.  Naprzód chórem pieśń zanucim,
Potem pójdziem, ręka w ręce,
I w komnaty te książęce
Błogosławieństw skarby rzucim. (Pieśń i tańce).
Oberon.  Aż do świtu, wróżki moje,
Przebiegajcie te podwoje,
Gdy my do ślubnej kotary
Błogosławieństw niesiem dary,