Strona:Dzieła Williama Shakspeare I tłum. Hołowiński.djvu/282

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
272
ROMEO I JULIA.

zedrzesz z kretesem swój dowcip i zostaniesz bosiuteńki i obrany z całego zapasu żartów.

ROMEO.

Ej, nie dbam o siebie, bylebym tobie uszył bóty.

MERKUCIO.

Wdaj się między nas, mój dobry Benwolio, mój dowcip ustaje.

ROMEO.

Batogiem i ostrogą, batogiem i ostrogą; albo zawołam szach mat.

MERKUCIO.

Jeśli zechcesz wystrajae dudki, to mię zakasujesz: bo ręczę, ze więcej masz dudków w jednym zmyśle, jak ja w pięciu. Czy polowałeś kiedy ze mną na dudki?

ROMEO.

Nigdym cię ze mną nie widział, chyba ze sam byłeś dudkiem.

MERKUCIO.

Za ten żart uskubnę cię za ucho.

ROMEO.

Nie skubaj, pokażę ci dudka na kościele.

MERKUCIO.

Twój dowcip, jak dudka, przykry dla ucha.

ROMEO.

Czy niestosowny wabik na dudki?

MERKUCIO.

Jak szewc skórę, tak swój dowcip naciągasz z cala na łokieć.

ROMEO.

Ciągnij i mierz jak chcesz, to wszystko w dłuż, w szerz i poprzek przypadniesz na dudka.