Strona:Dzieła Wiliama Szekspira T. IX.djvu/252

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
246
CYMBELIN.

Postumus. Dziś ona jest plamą,
Tak niezmierzoną, jak przepaści piekła,
Gdzie dla niej jeszcze mało miejsca.
Jachimo. Słuchaj...
Postumus. Szkoda twych trudów. Po co tutaj liczyć?
Wszystko to jedno, raz, czy milion razy!
Jachimo. Przysięgam.
Postumus. Tylko bez przysiąg, mój panie
Przysięgniesz, że nie było tak, to skłamiesz;
A zamorduję ciebie, gdy zaprzeczysz,
Jak-eś mnie zhańbił.
Jachimo. Ja też nie chcę przeczyć!
Postumus. O, gdybym mógł ją poszarpać na strzępy
Ale ja pójdę. Przed oczyma ojca,
Wobec całego dworu to uczynię...
Coś zrobić muszę!

(Przechadza się gwałtownym krokiem).

Filaryo. Odchodzi od zmysłów,
Wygrałeś zakład! Podążmy w trop za nim,
Aby poskromić gorączkę wściekłości,
Którą sam przeciw sobie zwraca.
Jachimo. Chętnie!


SCENA PIĄTA.
Tamże.
Wchodzi POSTUMUS.

Postmnus. Nikt li nie może powstać na tej ziemi
Bez współdziałania kobiety? My wszyscy
Same bękarty i ten najzacniejszy
Człowiek, którego zwałem ojcem, Bóg wie,
Gdzie był, gdym został poczęty; mennicza maszyna.
Wydała we mnie fałszywą monetę.
Lecz moją matkę uważali wszyscy
Za Dyanę doby swej; podobnie dzisiaj
I moja żona wyższą jest nad inne.
O, zemsty, zemsty! Nieraz mi wzbraniała
Miary prawego szczęścia i żądała
Umiarkowania, różana od wstydu.