Strona:Dzieła Wiliama Szekspira T. III.djvu/361

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
353
AKT PIĄTY. SCENA PIERWSZA.

Dawid. Są panie. Lecz oto jest rachunek kowala za ukucie koni i zrobienie lemieszów.
Płytek. Oblicz go i zapłać. Nie, sir Dżonie, niemożesz być wymówionym.
Dawid. Potrzeba przy tem, panie, koniecznie dać nowy obręcz na wiedrze. I miałem jeszcze zapytać, czy pan rozkaże potrącić Wilhelmowi z jego pensyi za worek, który stracił na jarmarku w Hinkloy?
Płytek. Już ci też to tak pójść nie powinno! Kilka gołębi, Dawidzie, parę kurcząt, baranią łopatkę, i jeszcze tam kilka jakich smacznych łopatek; powiedz to Wilhelmowi.
Dawid. Czy ten wojak pozostanie u nas na noc, proszę pana?
Płytek. Ma się rozumieć, Dawidzie! chcę go dobrze przyjąć. Przyjaciel u dworu lepszym jest od feniga w kieszeni. Dopatrz tam dobrze jego ludzi, gdyż są to noszone łotry i mogliby nas oczernić.
Dawid. Nie mogliby bardziej, niż się uczernili sami. Koło nich tak czarno, że aż strach spojrzeć.
Płytek. Dobrze pomyślałeś! — No, idź do roboty, Dawidzie!
Dawid. Jeśliby była łaska pańska, prosiłbym pana o opiekę nad Wilhelmem Wisor z Woncot, przeciw Klemensowi Perkers z Przygórza.
Płytek. Wiele jest skarg, Dawidzie, przeciwko temu Wisorowi, ten Wisor, ile wiem, jest to łotr wielkiej ręki.
Dawid. Zgadzam się z Wielmożnym Panem, że to jest łotr, nie dowódź jednak Boże, aby i łotr czasem nie miał doznać opieki na prośby swojego przyjaciela. Człowiek uczciwy może panie i sam się obronić, a łotrowi tak się nie uda. Służąc ośm lat szczerze i wiernie Wielmożnemu Panu, musiałbym chyba zupełnie już być niegodnym zaufania tak dobrego pana, jeślibym choć kilka razy do roku nie śmiał wstawić się za moimi przyjaciółmi. Bo ten łotr jest względem mnie uczciwym przyjacielem i dla tego to zanoszę teraz za nim prośby do Wielmożnego Pana.