Strona:Dzieła Wiliama Szekspira T. III.djvu/359

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
341
AKT CZWARTY. SCENA CZWARTA.

Świeżym zaborem, nabędziesz już prawnie,
I wieniec króla spada ci w dziedzictwie.
Przecież choć staniesz warowniej odemnie,
Nie sądź się silnym, dopóki stronników
Nie zdołasz zmienić w prawdziwych przyjaciół,
I póki ostrza ich szpon pomocniczych
Nie zetrzesz całkiem. Od tej to pomocy,
(Która tak łatwo obalić mię mogła),
Stojąc na straży, pozbyłem się jednych,
Innych myśl miałem wieść do ziemi świętej,
By będąc z bliska i czatując chwili,
Nie mogli zbadać mych sił i sposobów.
Tą samą drogą idź dalej Henryku!
Zaprzątaj próżne umysły wojnami
Zewnątrz królestwa, by w ciągłej czynności
Straciły zwolna pamięć przeszłych czasów —
Mówiłbym więcej, lecz zniszczone płuca
Już się wzbraniają od dalszej posługi.
Oby korony grzech mi Bóg przebaczył,
A na twej głowie umocnić ją raczył!
Henryk. Drogi mój ojcze! gdyś ty ją pozyskał,
Nosił, utrzymał i dajesz mi w spadku,
To me dziedzictwo i czyste i prawne.
Choćby świat cały chciał mi je wydzierać,
Nie cofnę kroku, będę go odpierać!

(Wchodzi książę Jan, Warwik, lordowie i inni).

Król. Patrz, patrz! nadchodzi tu i mój Lankaster!
Książe Jan. Zdrowia, pokoju i szczęścia ci panie!
Król. Szczęście i pokój przynosisz mi synu!
Lecz zdrowie, zdrowie na swych młodych skrzydłach
Już odleciało precz od dnia uschłego.
Widzisz mię synu u kresu podróży.
Gdzież milord Warwik?
Henryk. Milordzie Warwik!
Król. Czy ma i jakie nazwisko ten pokój,
W którym zemdlałem?
Warwik. Zowią go, panie: Jeruzalem — zdawma.
Król. Więc Bogu chwała! Niech tam skończę życie!
Przed wielu laty mi przepowiadano,