Strona:Dzieła Wiliama Szekspira T. II.djvu/218

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
210
JULIUSZ CEZAR.

Lucyusz. Panie, co każesz?
Brutus. Miałżeś zły jaki sen, żeś tak wykrzyknął?
Lucyusz. Nic o tem nie wiem, Panie, czy krzyknąłem.
Brutus. Krzyknąłeś, mówię. Nie widziałżeś czego?
Lucyusz. Niczego, Panie, nie widziałem.
Brutus. Idź spać, Lucyuszu. Klaudyuszu, Warronie,
Wstawajcie!
Warro. Jestem, Panie.
Klaudyusz. Jestem, Panie.
Brutus. Dlaczegożeście tak krzyknęli przez sen?
Warro i Klaudyusz. Czyśmy krzyknęli, Panie?
Brutus. Nie inaczej.
Nie widzieliścież nic?
Warro. Jam nic nie widział.
Klaudyusz. Ani ja.
Brutus. Idźcie odemnie pozdrowić
Brata Kasyusza; powiedźcie mu, żeby
Wcześnie się z swymi pułkami wyprawił,
A my ruszymy za nim.
Warro i Klaudyusz. Spieszym, Panie.

(Wychodzą).
Dzieła Wiliama Szekspira T. I - ornament from p.663.jpg



AKT PIĄTY.

SCENA PIERWSZA.
Równina pod Filippami.
Wchodzą OKTAWIUSZ i ANTONIUSZ z wojskiem.

Oktawiusz. Tak więc nadzieje moje, Antoniuszu,
Nie okazują się płonne. Mówiłeś,
Ze nieprzyjaciel nie zechce zejść ku nam,
Tylko się trzymać będzie wzgórz i wyżyn.