Strona:Dzieła Wiliama Szekspira T. II.djvu/216

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
208
JULIUSZ CEZAR.

I jeszcze kogo, chciałbym, żeby przy mnie
Spali tej nocy.
Lucyusz. Warronie! Klaudyuszu!

(Wchodzą Warro i Klaudyusz).

Warro. Czy nas pan wołał?
Brutus. Proszę was, przepędźcie
Tę noc pod moim namiotem. Być może,
Iż będę musiał was zbudzić i posłać
Z jakiem zleceniem do mojego brata
Kasyusza.
Warro. Stanie się, Panie, jak każesz,
Będziem tu stali i czuwali.
Brutus. Tego ja nie chcę; połóżcie się, śpijcie;
Może się jeszcze namyślę inaczej.
Patrzaj Lucyuszu, oto owa książka,
Której szukałem, wetknąłem ją wczoraj
W kieszeń tej nocnej szaty.

(Słudzy pokładają się).

Lucyusz. Pewny byłem,
Żeś mi jej, Panie, nie oddał.
Brutus. Wybacz mi: złą mam pamięć, mój Lucyuszu;
Będziesz-li jeszcze m ógł unieść na chwilę
Ciężkie powieki i ze strun twej lutni
Wydobyć parę akordów?
Lucyusz. Panie, jeżeli ci to będzie miłem...
Brutus. Będzie. Za bardzo trudzę cię, mój chłopcze,
Ale ty dla mnie chętnie trud ponosisz.
Lucyusz. Panie, to moja powinność.
Brutus. Nie żądam,
Aby powinność przechodziła siły.
Wiem, że krew młoda potrzebuje wczasu.
Lucyusz. Jużem się trochę przespał.
Brutus. Dobrześ zrobił.
Będziesz mógł wkrótce znowu się położyć,
Wkrótceć uwolnię. Jeżeli bogowie
Żyć mi pozwolą, będziesz ze mnie kontent,

(Muzyka i śpiew).

Senna tych dźwięków melodya.
Nielitościwy śnie, jużżeto kładniesz