Strona:Dzieła Wiliama Szekspira T. II.djvu/180

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
172
JULIUSZ CEZAR.

Brutus. Że podobieństwo bywa często różnem
Od tożsamości, myśl ta, o, Cezarze,
Gorzkim napełnia smutkiem pierś Brutusa.

(Wychodzą).
SCENA TRZECIA.
Tamże. Ulica w pobliskości Kapitolu.
ARTEMIDORUS wchodzi, czytając list.

Artemidorus. Cezarze, strzeż się Brutusa, unikaj Kasyusza, nie zbliżaj się do Kaski; miej Cynnę na oku, nie ufaj Treboniuszowi; zważaj na Metella Cymbra; Decyusz Brutus nie lubi cię, naraziłeś się Ligaryuszowi. Jedna jest tylko myśl w tych wszystkich ludziach, a ta zwróconą jest przeciw tobie. Jeżeli nie jesteś nieśmiertelnym, miej się na baczności. Zaufanie toruje drogę sprzysiężeniu. Niech cię potężni bogowie chronią.

Twój wielbiciel, Artemidorus.

Tędy ma Cezar przechodzić, tu czekać
Będę na niego i niby błagając
O jakąś łaskę, oddam mu ten papier.
Serce mnie boli na myśl, że zasługa
Nie może obstać przed zębem zawiści.
Jeśli natychmiast przeczytasz to pismo,
Jeszczeć, Cezarze, ratunek nie zniknął;
Jeśli nie, los twój z zdrajcami się spiknął.



SCENA CZWARTA.
Tamże. Inna cześć tejże samej ulicy przed domem Brutusa.
Wchodzą PORCYA i LUCYUSZ.

Porcya. Biegnij co żywo do senatu, chłopcze;
Nie odpowiadaj nic, tylko pospieszaj.
Czemu nie idziesz?
Lucyusz. Bo nie wiem, o, Pani,
Co mi masz zlecić.